Sukienka z rękawami

Cierpię ostatnio na "ubraniusbrakus", czyli chorobę pod tytułem "Nie mam się w co ubrać". Sposobem na przeczekanie do wyprzedaży jest wygrzebanie z szafy rzeczy dawno nienoszonych. Taką opcją u mnie była zwykła czarna sukienka, którą możecie pamiętać z TEGO posta. Chciałam jednak ją jakoś urozmaicić, a ostatnio widziałam w internecie wiele spódniczek lub sukienek z wszytymi rękawami w biodrach. Pomyślałam sobie po co kupować nową skoro mogę po prostu przewiązać w biodrach zwykłą czarną bluzę, a potem gdy będzie zimno założyć ją na siebie. Tak moja nowa sukienka składa się z trzech elementów, bo dobrałam do tego jeszcze koronowy crop top, który ma już kilka dobrych lat i wygląda zupełnie inaczej!

Muszę jeszcze wspomnieć, że uwielbiam Łazienki Królewskie. Za każdym razem kiedy tam jestem odkrywam coś na nowo. Lubię ganiać za pawiem i wiewiórkami ciesząc się jak dziecko. Jest tam tyle pięknych miejsc, można sobie przysiąść, delektować się pogodą i widokami, a przy okazji zrobić zdjęcia na bloga. Same plusy!










(dress - new look, crop top - h&m, sunglasses - here, bag - zara, shoes - parfois)

Szare frędzle

W tym sezonie powrócił do nas styl hippi i boho. Stąd dużo frędzli, zamszu, dzwonów, lekkich sukienek i naturalnych barw w asortymencie sklepów. Jednak muszę przyznać, że jakoś nie uległam tym trendom i nie zobaczycie mnie tu niczym Indianki od stóp do głów.
Musicie też wiedzieć, że lubię selekcjonować z mody to co dla mnie najlepsze i najciekawsze. Przez to właśnie ostatnio widzieliście balerinki z rzemykami, a dziś frędzle w łagodnej szarej wersji. Muszę stwierdzić, że ten t-shirt urzekł mnie swoją... innością. Nigdy bym nie pomyślała, że folkowe kwiaty dodatkowo z frędzlami będą tak fajnie wyglądać. Do tego w końcu krótkie spodenki i tak jak pisałam na Facebooku sezon letni, odsłoniętych nóg uważam za OTWARTY!











(shoes - converse, shorts - choies, t-shirt - here, bag - lovelyshoes)

Lace up ballerina

Założę się, że nie tylko ja tak mam. Zamiast od razu coś kupić, robię kilka podejść do danej rzeczy. Wycieczki do sklepu kończą się zazwyczaj przymiarką i milionem pytań do osoby towarzyszącej: "I co, jak wyglądam?". Sama wynajduję wady i powody, żeby nie kupić kolejnej pary butów czy nawet białego t-shirtu. Często jednak kończy się zakupem. Gdyż wpatrzone rzeczy lubią szybko znikać, a ja nie chcę potem za nimi tęsknic i przeszukiwać Internetów. Wiem, wariatka!

Do dzisiejszych butów robiłam trzy podejścia. Pierwszy raz zobaczyłam je na Instagramie. Popędziłam do najbliższego sklepu - nie było rozmiaru. W drugim udało mi się przymierzyć, ale pomyślałam sobie: "Nie no mam za duże stopy, a noga w lato strasznie będzie się pocić". Wyszłam niepocieszona. Jednak głupia ja, nie mogłam o nich zapomnieć. Za kilka dni powiedziałam sobie: "Wracam do pierwszego sklepu i jeśli będzie rozmiar to jest znak od Boga i je biorę". Chyba nie muszę pisać co było dalej... W dupie mam długość moich stóp - balerinki, są piękne! Nowa miłość!

Która z Was ma podobnie? Przyznać się!